z księgarni o powierzchni 1 m3 wyłowiliśmy ze stosu międzynarodowego miszmaszu tytułów - polski przewodnik po indiach a w nim takie min. oto historie w dziale "polacy na wodach indyjskich" odkryliśmy
Friday, 26 February 2010
PALIWODY przygody
z księgarni o powierzchni 1 m3 wyłowiliśmy ze stosu międzynarodowego miszmaszu tytułów - polski przewodnik po indiach a w nim takie min. oto historie w dziale "polacy na wodach indyjskich" odkryliśmy
Monday, 22 February 2010
KALKUTA z taktu wyzuta






Powonienie oznajmia o drastycznym przeciązeniu ołowianym smogiem. Trąbce eustachiasza jest natomiast w tu mi graj - nastraja się do zarliwej konwersacji klaksonów niezliczonych wehikułów (większość to zółte Ambasadory) które w karkołomnych ekwilibracjach nie pozostawiając miejsca na wciśnięcie palca tworzą nurt uliczny przypominający główną arterie rozentuzjazmowanych mrówek, ehem,
Tymczasem my dostępujemy zaszczytu docenienia uroków recepcji DE LUX'a, VIP INTERNATIONAL'a, GRAND CONTINENTAL'a i DIPLOMAT'a lecz z powodu braku wolnych pokoi zatrzymujemy się w nieco tylko ekskluzywniejszym PARAGONI'e gdzie apartament w standardzie posiada wyprofilowane (niechybnie korekcyjnie) łoze z prześcieradłem ażurowym barwy - urynowy wzór, okno na wysokości dwóch metrów zakratowane z okiennicami wiszącymi na jednym zawiasie, ściany z pozostałościami zdaje się seledynowawej niegdyś farby z wypryskami natchnień jakiegoś Wertera i na drutach uczepioną świetlówkę, komode wiktoriańską z szufladami bez dna i z zębem czasu nadgryzionym lustrem oraz kłódkę do drzwi dwuskrzydłowych z ryglem. Przy prośbie o wymiane prześcieradeł mozesz się liczyć z tym, ze na wyluzce dostać mozesz w zamian zwykłą szmate do podłogi. Między 5tą a 9tą podwieczorkiem przysługuje wiadro gorącej wody. Kierownik budzi nas osobiście choć bezwiednie czyniąc ablucje w zlewie pod naszym oknem charkając przy tym siarczyście i popierdując zdrowo.
a tu : STRATEGICZNY PORADNIK KALKUCKI dla początkujących:
1 - nie ufaj nikomu i niczemu co widzisz, słyszysz i czujesz.
2 - przestępując próg rezydencji licz się na ulicy (średniowieczny rynsztok) z zebrakami, kalekami,małymi kocmouchami, ćpunami, drobnymi handlarzami obnośnymi, prostymi naganiaczami i naciągaczami, szczwanymi oszustami, pseudoświętymi,wołami, krowami, kozami, psami, gęśmi, wszelkiej maści odchodami i śmieciami, rowerami, motorami, rikszami, tuktukami i taksówkami...
3 - aby spławić świte pseudopomagierów lub żebraków możesz stosować rozmaite sposoby, od długoterminowego wyrozumiałego potakiwania głową, poprzez totalną ignorancję (niezauważanie elementu) aż po użycie radykalniejszej formy (nie mysl że to wulgarne albo broń boże fo -pa) - po prostu wypal od niechcenia CZELO! czyli spadaj. Wiedz że nigdy nie interesuje ich nic innego niż twój szmal. Proste bądz kurtuazyjne PLIZZ GO AWAY albo NO,THANK YOU dla tych oszołomów znaczy ni mniej ni więcej - powtórz jeszcze raz wszystko od początku, czyli żałosną historyjkę, cwane podchody lub w przypadku biznessmenóf ceny zawyżone 10-ciokrotnie.
4 - jeśli już zmuszony jesteś wziąść taksówke, riksze czy tuktuka bądz cierpliwy i zawsze próbuj pierwszy oferować własną cene, po odmowie jego zawyżonej stawki on zazwyczaj biegnie za tobą by uprzedzić innych taksiarzy żeby nie zaniżali jego sumy. mozesz ominąc te kroki i zapłacić od razu cene którą żądają - korzyść z tego taka: masz święty spokój i mniej piniąchów do dzwigania.
5 - zawsze i wszędzie autobus jakiś bedzie i kosztuje grosze ( oczywiście każdy taksiarz powie ci ze autobusy w indiach nie jażdżą :-)
6 - jeśli jesteś nadwrazliwy, posiadasz moc współczucia, altruistyczną troskę o innych czyli syndrom Matki Teresy mozesz od razu spędzić sen z powiek i zatoczyć rękawy do roboty. Ponawiam jednak apel o unikaniu wciągania się w gierki mniej lub bardziej perfidnych wyłudzaczy piniędzy chyba ze:
- znajdujesz w tym satysfakcje osobistą
- dać im masz zamiar nauczke
- zamiast srebrnych monet niesiesz z pomocą złote rady ( odbierane tutaj zazwyczaj negatywnie, okazywane pogardliwie lub zagrane teatralnym nieszczęściem)
Wiadomo, ze dzieciaki są trenowane do wyłudzania pieniędzy i bywa, ze w tym celu okaleczane przez dbających o gniazdko domowe rodzicieli więc z rozdawaniem kieszonkowego kocmouchom a takze podtrzymywaniem zołdu zebraczego radze sie tez zastanowic. 3 letnie brudasy spędzają dzień za dniem świadomie nie myte forsowane przez matki do czepiania się nogawek turystów. Zdazyło mi się mieć czwórke uwieszonych (dosłownie) na nogach (DZIECI - BALASTY), które atakując bezwzględnie unieruchamiają skutecznie dopóki nie sypniesz deszczem srebrzaków. W formie zabawy skropiłem je wodą z butelki powodując wśród nich totalną panikę. Ode tego diabelskiego zatem nasienia oswobodziła mnie bez wątpienia woda - zbyt czysta w mych rękach, a dodatkowym dowodem iz bękarty to byli a nie krófki boze niechaj będzie fakt ze na odchodne po goleniach patykiem zostałem zdzielony.
6cio letni łepek ściemniać cię moze dajmy na to, ze na ksiązke potrrebuje do angielskiego po czym gdy mu ją kupisz on zwróci ją sprzedawcy jeszcze zanim mu z oczu za rogiem znikniesz.
40to letni (wyglądający jak kazdy inny) facet zapytany o kierunek oferować ci moze asyste w dotarciu do miejsca po czym po drodze na skróty rzecz jasna zaprowadzi cie zupełnie przy okazji do sklepu stryjka z szatami z kaszmiru i jedwabiu, sklepu szwagra z sandałami ze skóry z kobry i pytona i innego wuja z garniturami szytymi na miare a na koniec gdy zamiast kilometra zrobiłeś 5 obdaruje cie historyjką o polio co noge mu kręci i prace uniemozliwia, o 5tce dzieci co nie chodzą do szkoly, o zonie zchorowanej, o rachunkach srogich wielce i o braku mamony na placek z monki nawet nie mówiąc juz o kozim serze...'my mówimy ze dzieciom jedzenie kupilismy i budzet na dzis mamy wyczerpany i sami w niejakiej skromności zycie pędzimy i radzimy raczej do sandałowego szwagra o pomoc się ubiegać...' ale taki nie słucha nawet tylko teatr na zawołanie robi i szlochać ci taki zaczyna.
Osobistą niemoc odnotowalismy do pewnego DZIECKA - PCHŁY, 3 lata to miało, modre oczy i paradoksalne imię Ciułała. To bananik a to soczek chciało...niestety mało sprytne widocznie było nasze odwracanie tego uwagi na inne tematy niz pieniąchy czy delikatesy typu jazda na baranie,wspólne rysowanie, zdjęć pstrykanie, koralików nanizywanie czy kolkata-tajmsa czytanie gdyż szybko znudzone lub tak zaprogramowane przeskakiwało było na innych białasów - szczodrzejszych, mniej zgredliwych, bardziej kumatych, takich co to w pore chwytają o co biega gdy im się palcem na wprost pokaże snikersa.
7 - poczochraj kocmouchy i przytul kazdego żebraka
8 - spróbuj pomoc każdemu kto cię o to poprosi ( no..może daj sobie na to całe pól godziny - w kalkucie jest 14 milionow braci i sióstr)
9 - zapędz naganiaczy w kozi róg
10 - przechytrz szczwanych oszustóff
11 - DON'T HAVE TO BUY JUST LOOK - użyj ich własnego życiowego motta i wejdz do każdego sklepu by docenić tutejsze towary i zbratać sie z kupcami pijąc z nimi czaj
12 - bywa że niezbedne okazać się mogą: twarzowa maseczka by zasłaniać wdechowe chrapy, nie myte uszy i klapki pobocze na oczy
13 - wdeptuj w każdy krowi placek - to przyniesie ci fortune w przyszłym wcieleniu!
indżoj fotostory: http://www.facebook.com/home.php?#!/album.php?aid=2026211&id=1548484180
Friday, 12 February 2010
BANGKOK - FLUSHIT!







Panuje tu chyba niepisana umowa gdzie za przyprowadzenie klienta właściciel sklepu płaci dole z wygórowanej ceny naganiaczowi. A naciągaczem jest tu kazdy, nie ufaj zadnej pomocnej dłoni chyba ze jesteś tu by szastać kapustą i nie liczysz się z tym ze traktują cie w związku z tym jak idiote. Wyrafinowane kłamstwo w ich mniemaniu posiada zdaje sie znamiona wyzszej inteligencji. Toteż bez skrupułu i z dumą obdziera sie tu lekcewazącego kieszeń i niekumatego falanga ze szmalcu na kazdym kroku.
Moja konwersacja ekskre mentalna z dziadem klozetowym:
- fajf bat
- bat aj sii ewryłan pejin tri
- taj tri, falang fajf
- ej man! ajm olredi tu mans in tajland end aj it taj fut ewrydej end aj sej maj szit is nał taj szit
- BIG MAN - BIG SZIT! ju pej fajf bat!
(tu lekka konsternacja moja, komplement to czy obelga nie wiem, wypalam więc w konsekwencji, z uśmiechem, bez obrazy ;-)
- soł hjer ju got - big sziti manej for smol szit man lajk ju, end łisz ju e lot of rill smeli manej
...no i sie obruszył malec
Podchodząc z dystansem do spraw błachych i gdy niewiele masz do 'załatwienia' możesz mieć w Bangkoku niezły ubaw, jak wszedzie zreszta...
well, bangkok sucks! swim on surface only and don't even try to touch it deep there in the bottom... you get dirty anyway, jou
fotostory:
http://www.facebook.com/home.php?#!/album.php?aid=2025933&id=1548484180
Thursday, 11 February 2010
KOH MAK ISLAND - latać pływać nadużywać









- w rzucie osobistym w plaży piach
- hamczeniu się rekonwalescencyjnym ze ścisłym ograniczeniem czasowym
- zapierającym dech w piersi odkurzaniu korali na bezdechu
- bezinteresownym zbijaniu kokosów
- wykonaniu własnoręcznym promu "szczała", podbiciu bezludnej wyspy z królującym nań Robin Synem, pojmaniu go po czym miłosiernym uwolnieniu i nadaniu dożywotniego prawa do pozostania w symbolicznym pokoju na wyspie odtąd znanej jako 'FRIDOMIA' , (poza konkurencją oddaliśmy wolnosć niewolnikowi P-taszkowi ktory okazał się jednak nielotem i ze względu na ograniczoną ilość miejsc na 'szczale' pozostał na wyspie)
- zorganizowaniu wernisażu i wystawy FLIP'N'FLAP gdzie odsłonięcie mojej kompozycji wykonanej z klapek-japonek zbieranych przedświtem z plaży przyjęte zostało owacją na siedząco ze stóp poklaskiem
- wysłuchaniu cierpliwie a nawet z zainteresowaniem bez nawet jednego piwa wypicia nieprawdopodobnych przygód jakie krasomówczo wyszły z ust wodzireja, jamajskiego didżeja Dżamala, znawcy życia z obycia
- i wielu innych konkurencjach w których z powodu druzgocącej przewagi psychosomatycznej brałem udzial sam
Co tu duzo bajać, tymiczasy wiatr dął nam klawo w żagle, ahoj
i jak zwykle foto przygoda tu:
http://www.facebook.com/home.php?#!/album.php?aid=2025571&id=1548484180
Saturday, 6 February 2010
TAM I Z POWROTEM czyli od teorii do praktyki
- ślepe jeszcze szczurze dziecię znalezliśmy u stóp naszych w barze (nie powiem gdzie zeby nie robić antyreklamy bo jedzenie mają tam wyśmienite :-)) na betonie w biały dzień i wiedząc ze matka sie po znajde nigdy nie zgłosi adoptowaliśmy je po czym otrulismy karmiąc mlekiem w proszku wysocewitaminizowanym przeznaczonym dla niemowląt ludzkich ktore jest zupełnie ponoć nieprzyswajalne przez niemowlę zwierzęce (nawet szczurze) powodując u nich skręt kiszek i długotrwałą agonię...
- jastrzębia ze złamanym skrzydłem znalezlismy nad morzem i torturowaliśmy go cały tydzień zamykając w klatce, bandazując, strasząc obecnością. Fakt, ze jadł ryby które mu serwowałem napawał nadzieją lecz on zdechł z pragnienia prawdopodobnie gdyz woda jaką mu pod dziób stawiałem była słodka a nie wpadłem na to w pore ze jest to ptak morski i pija on tylko słoną z natury rzeczy...
- wygłodniałe szczeniaki zaprosiliśmy do wspólnego stołu karmiąc je i przyzwyczajając do nas do momentu az zadomowiły sie na dobre w okolicy kuchni resortu na wyspie ko mak gdzie korzystaliśmy z gościny naszego znajomego 'dzamala' i gdzie psy raczej nie mają racji bytu totez musielismy je następnie przepraszać i stanowczo wypraszać z tamtąd...
eh... lichy ze mnie master janek...
tu tesz znajdziesz obraski (wir czasowy je dotknął ino): http://www.facebook.com/#!/album.php?aid=131729&id=596593044
Monday, 1 February 2010
...cd LOCUS SOLUS RETRITUS
ciong dalszy historii z retritu zatem(z pamienci master janka)
... o 11-tej wszechmogący dzwon na powrót zamienia czaploraki , zombiaki, pokraki i slimaki w stadnie na sale wracajace owieczki . monk wykazujac wielką tolerancje i zdając sobie sprawę z karkołomnych starań coniektórychnienawyklych do relaksu w lotosie kadetóf daje swobode wyboru dowolnej pozycji niskopodłogowej. zrazu jednak odrzuciłem szpagat rozkroczny i klęczenie na grochu jako nieprzyzwoite wszak nie kazdy z uczestników ma umysł tak otwarty by w posturze takowej widzieć ot zwykłą jogina propozycję statyczno-rownoważną. nie mogąc zdecydowac sie zaś między naszym narodowym siadem po turecku a wysokokulturalnym przycupem z dwutaktem , dałem wodze cielesnej frywolnej ekspresji i klaplem intuicyjnie półdupkowo nożno-niezawiłym stosując jednak intelektualny trik na sobie w pore gdyż byłbym usiadł tyłem . I wszyscy znowu na pół godziny, pod monka okiem niby to niewnikliwym zastygamy jak złapane w sieci cwane muchy wiedząc że kosmaty pająk w tę strone ruszy z której ktoś choćby i myśleniem poruszył.
wtem! w samo południe spadaja z nas niewidzialne wiezy i eskadra lecimy na lancz czyli ostatni dnia posilek. głodnemu chleb na myśli, podczas gdy adeptowi z zagranicy widok pięciu tac tajskich receptur odbiera pragnienie skromnego łaknienia napawając ślinotospadu percepcji zmysłóf .tu wstrzemiezliwość nasza poddana zostaje chciwosci probie, a niebo w gębie takie, ze w dnach misek rozpasanego swego oblicza ujrzeć nie jest nam dane, gdyz juz po dokładke pędzimy gdy pół miski jadła jeszcze mamy . i gdyby nie modlitwa na kartkach przed nosami, w ktorej o umiarze w jedzeniu wielkimi literami stoi - dziobami i pazurami kesy z ust byśmy sobie nawzajem wyrywali tak jak zwykly to robić z tłustą dżdżowniczką za oborą kury.
jasno widziane obrazy z niedalekiej przyszłości tu:
http://www.facebook.com/mata.baku?ref=sgm#/album.php?aid=2025571&id=1548484180
Tuesday, 29 December 2009
HOKUS POKUS ciąg dalszy
I tak o 7mej 30ści do miski blaszanej trafia pożywka w formie papki ryżowo-warzywnej, do kubka trafia kakao, kawa lub zielona herbatka a dla ascety wody święconej do skropienia głowy jego też nie zabraknie. Potem głośna z kartki czytana litania i łyżki mogą stać sie wreszcie pożyteczne. Noo niektórzy mają jeszcze dodatkowe swoje rytuały i cośtam szepczą pod nosem gdy inni pięć razy od stóp do głów się żegnają. I teraz dopiero widze jak na talerzu co za towarzystwo mamy w stołu szeregu. Trzech wielebnych z twarzy, pare matek teres, jezusa miłościwego i maryje niepokalaną i kolbe maksymiliana właściwie przegłodzonego, są tez muminki i samarytanie plus nieukierunkowane jeszcze dziatki czy młodziany. I tu ja czyli ali baba, a tam Marta ruda baba jaga.
O 9tej monk z angielskim rodowodem prezentuje nam nietypowe pranie: do bębna wrzuca siłe woli, huć pożądania, moc lenistwa i potęgę gniewu. I ledwie program ruszył wstępny a juz widać ze monk niejednokrotnie bywał oświecony na tutejszych plażach i z niejednej palmy olej był kapał mu na głowę. I choć sprawy oczywiste jakby prawie prawił tak je kręcił, rwał i drapał ze choć każdy kto jakiekolwiek miał zasady wtem pozostał bez podstawy. W łatach dziury płatał, w szatach osnowy rozplatał, to znów szył na wspak i rwał na schwał i maglował i wyżymał i rozciągał i napinał az strzepnął i nic nie zostało z obiektów dysputy gdyz nićmi iluzji było szyte wszystko co ego stworzyło jako wielką kreacje osobistą. A o 10tej minut czydzieści dla zróznicowania obiektu medytacji ogłasza nam trening własnego chodu obserwacji. I nie trudno zaraz wyłowić z tłumu mistrzów tej techniki, te stare wygi co mają swe tajniki. Chód taki chodziarz czaplo adekwatny zastosuje by w pół kroku zawiesić noge i on juz medytuje. Nie wiesz kiedy na pięcie zawróci lub wtem na wspak jak rak ruszy lecz widać ze w medytacji musi on być po same uszy. A kazdy z nich specyficzniejszy, bardziej lub mniej odważniejszy, nowicjusze tropią zaś ruchy co bardziej karykaturalniejszych i najmniej w koordynacji trafniejszych myśląc ze to kwintesencji jest sztuka i warta sztuki tej nauka. Wszyscy jednak w ekstremalnie zwolnionym tempie stąpają i każdy nowy krok skrupulatnie analizują jakby przepaść przed sobą widzieli albo w gniazdo jeżozwierza stopą wtem wdepnęli. Martek w skupieniu 'slou mołszyn parodie monte pajtona akademi dziwnych kroków' wizualizuje a ja gram role zombi który po śniadaniu w cieniu nogi se rozprostowuje gdyz żreć mózgów więcej przed lanczem nie potrzebuje.jou
...cdn...
Monday, 28 December 2009
HOKUS SPOKUS OD POKUS
O dużo za długo przed świtem czyli o 4tej punkt czydziesci dzwon bity (az żal mi sie go robi) o wyraznie wzrastajacym ilorazie decybelicznym tylko cieżko opornych nie jest w stanie postawić na rogi. Chlusnąwszy pustą miską na czerep(gdyby była pelna wody PEWNIE bym nie trafil) lunatykuje zwodniczo (na tę ciemną strone ksiezyca). Wpadłem wtem jednak w potrzask i wraz z dzwiękiem wielorakich szorujących i sunących sandałów trafiłem na salę tortur. Szukam nie pierwszego acz lepszego miejsca gdyz najlepsze juz odnalazly dupska tych niecierpliwców nadgorliwców co to chcą szybciej dotrzeć do krainy szczęścia i spokoju wiecznego. I kiedy jestem jeszcze z paluchem w kopalni ropy odkrytej właśnie w oku bez ogródek trafia w mą trąbke eustachiasza odzczyt słów mędrców wschodu. Rzecz jasna chwytam wszystko w mig bo i uwage mam szalenie małpio wręcz zręczną. Po odczycie wszyscy zamieniają sie w słupy soli. Myślą sobie myśle sobie. Ale skąd! przypominam sobie, że technika treningu stosowana tu polegać ma na skupieniu uwagi na własnym oddechu zwyczajnie i jego obserwacji bacznej.Więc domyślam sie ze inni robia juz to co ja dopiero zaczynam czyli węszą i to czujnie. Z prawa jakby ciepło i wilgoć zieleni gdy z lewej chłód czarnej morza otchłani, tam gdzieś dalej potok szemrze zwyczajnie i potocznie, tu szeleszczą gęstwiny kończyny, tam kuter poluje, tu kokos z palmy se spaduje, tam brzmiąco świerszczy w trzcinie, tu bambusom chrzęści w stawie albo rosną za szybko i dostają rozstępów bo przecie bambusy w stawie nie rosną... Tak myśle sobie. I ja to wszystko mam w nosie, he! Ćma ćmi mi tu coś a komar na dodatek w nos mię kąsa przywołując zaraz do praktyki. CZUWAJ!!! oddechy licz a nie myśl i słuchaj! concentrate! the mind is where is the concentration! Więc taki zawzięty byłem ze takie skupienie na głębinach i mieliznach nozdrzy osiągnąłem az widzeń kół czarniawych na przemian z przebłyskami jaskrawych pierścieni w zamian dostałem, z nadtlenienia mózgu niechybnie. i całkiem jeszczem nie ochłonął dobrze a już gestykulują mi tu by gwiczołami machać, skręt jakiegoś tułowia wyprawiać, leżeć na pięcie i na głowie klęczeć oczy wpatrując jednocześnie we firmamencie. Finalne jogi ćwiczenie polubiłem wszak dogłębnie gdyż jeno leżeć na grzbiecie należy i patrzeć astralnie w golenie. Skanujemy zatem najpierwej paluch u stopy duzy by potem skanowac uwaznie ten maly, i kościec i chrząstki i żebkę i lędzwie, łękotkę, grdykę, małżowinkę, ciemię, piszczele, łopatkę, szyszynkę, żuchwę i wyrostek robaczkowy lecz na koniec zostaje najlepsze - kręgosłup i cały system czakrowy. A przebiega w ustach instruktora to tak ni mniej ni więcej : wyobrazcie sobie w okolicy kości ogonowej czerwoną energie bijącą, nieco wyżej pomarańczową kule takową, zółtą zwizualizujcie sobie państwo gdzieś w kręgosłupa połowie, wyzej zieloną w płuc okolicy, błękitną zaś na wysokości szyi, ciemnoniebieską na czole a metr nad głową jaskrawo białawą...i wyobrazcie sobie, że one wszystkie teraz wibrują, skrzą i jak perły (albo żarówy osram 500set watowe)światłem emanują i między nimi przepływa energia jadowicie kosmiczna...i są jak układ słoneczny albo nawet cała galaktyka...
wtem głos instruktora stanowczym już tonem przywołuje by wracać tu zaraz i siadać na bacznosć komende dyktuje ale mnie nie chce sie wracać już wcale...tylko żonglować i bawić chce sie w kosmosie całymi galaktykami...
...cdn...
Saturday, 19 December 2009
LOKALNY TRZECIEJ KLASY CYRK NA KÓŁKACH

z pociągu lokalnego klasy trzeciej skorzystać możesz zarówno w celu transportu osobistego, przewozu dóbr materialnych, przerzutu towarowego na skale przemysłową jak i by docenić kulinarii regionalnej czy doświadczyć usług medycznych. Na każdej niemal stacji towar w postaci pudeł kartonowych, koszy plastikowych, siatek, worków jutowych i nieforemnych zawiniątek powiązanych szpagatem i tasiemkami leci przez okna i drzwi równocześnie na perony jak i z peronów do wagonu. W tym też samym czasie jedni stosując uniki wydostają się na zewnątrz pociągów gdy drudzy wnikają i zajmują mniej newralgiczne na latające obiekty miejsca. I w tym tez samym czasie z bardziej nawet wzmożoną aktywnoscią z powodu konkurencji peron-pociąg wrze bazar obchodny gdzie wte i we wte przeciskają sie w tym zamieszaniu z tacami na głowach sprzedawcy frykasów: kurczaki, szaszłyki, kotlety jakby ziemniaczane, suszone ryby, nudle i ryże, zupy z glutem, korzenie, papryki, orzechy, owoce i warzywa posypane miksem cukru, soli i ostrych przypraw, chrupki, cukierki, gumy chyba albo papka jakaś, jaja, mydło i powidło, napoje w woreczkach, wprost z wiader z lodem puszki z kawą, kolą i piwem i rózne inne o pochodzeniu i właściwościach niepewnych. Są też leki z koszyków i tac: jakieś maści i wcieraki na alergie i na bóle i na skóre i łokcie i paznokcie i pod paszki i ogólnie na wszystko zapobiegawcze pastylki, mazie, okłady. I papierosy i alkohol bez banderoli i liście koki zza pazuchy i papier toaletowy...
naprzeciw mnie znachorka ocuca panienke masując przeguby i w kark wcierając paste do wcierania w kark w przypadku omdlenia niechybnie a szaman co zerwał się z siedzenia obok odprawiać począł nad przewracającymi się białkami oczu rytuały przywrócenia szepcząc co chwile tajne zgrupowania słów wprost w czubek jej głowy. Ktoś podaje do wąchania perfumy, inny wode leje...tak skrzyżowany ogień pomocy stawia dziewczyne saltem na baczność.
...patataj...patataj...każdy coś żuje kazdy coś sączy... i choćby w kazdym z wagonów po tysiąc wysuszonych do kości i tak nie spożyją taki róg to jest obfitości.
...patataj...patataj...to tu to tam za okna swobodnie lecą wszystkie śmieci po spożyciu każdego z jegomości.
A na koniec podrózy jakgdybyśmy odbyli jakiś mecz wzorowy futbolowy na serdeczne życzenie dochodzi między mną a pewnym młodzianem do kulturowej wymiany przepoconych koszulek.
Thursday, 17 December 2009
TAJ




TAJ(bezcenny)POCZCIWIEC nie tylko głodnemu ostatnie swe ziarno ryżu odstąpi ale i pasibrzuchowi wynajdzie jakie rybie oko gdyż rozumnie potrafi on spojrzeć na innych potrzeby, spragnionemu nektaru z wody zdatnej i cukru ziarna naważy, pod dach przyjmie choćby i gęsto dziurawy , sam na twarde pójdzie a mate tobie świeżym liściem bananowca pościele, stopy twe z wypisaną nań ciężką drogą opłacze, opłucze i wymasuje i tajskim masażem mięśnie w relaksu stan wprawi i położy zdrowo na wschód głową i w skronie wetrze maści tygrysowej i modlitwę za sen twój błogi odmówi nawet gdyby umęczon był i styrany dniem całem i słaniał na kończynach i cichochodami powłóczył. I wskaze ci taj taki rankiem (niezawczesnym brońboże) obudziwszy za pomocą najpiękniejszej z córek skarpetki twoje pośród motyli i ważek w kadzidle podsuszane u wezgłowia twego w kwiat lotosu złożone. A żona jeszcze kakaem uraczy idealnie gorzkim byś łze uronił szczerą na odchodne. heh., lecz taj taki co skromnością błyszczy jak cień na słońcu nature ma jak makiem zasiał i z lupą go szukać na mapach jak runa złotego w paproci kwiatach gdyż raz tylko chińskiego lata obfituje on jak śnieg w tajskich klimatach.TAJ(pospolity)NIEGODZIWIEC zaś to prostak jest bezczelny, zwykły oszust i wyłudzacz
taki cie z rikszy wysadzi w polu nieszczerym
taki za wszystko chce worek mamony - choćby ci tylko pokazał kierunek
taki jak pies łże mówiąc, ze innego transportu niż takśi tu nie ma, ze tańszy hostel dawno zamknięty i że chinska zupka kosztuje 10 dolary
taki ci córke sprzeda chorą skrycie za cene stu ze zdrowymi zębami i powabniejszych do kroćset a pózniej okaże sie jeszcze że fałszywa ona była
taki łaził będzie za tobą, nagabywał, oferował nagminnie i powtarzał w kółko te same zapamiętane szatańskie formułki gdyż nie zna on żadnego języka obcego.
strzeż sie człeku tych pogmatwanych wersetów: EJ JU! HAŁ AR JU! ŁER AR JU GOJN!ŁONT E RUM! gdyż omamiony i wykorzystany bedziesz i zrobiony w dutka. Nie bądz głupcem naiwnym i nie daj sie za rękaw ciągnąć choćby i diabelsko piękne oczy to były!
(tego ostatniego nie jestem jakbygdyby pewien)
joł
Friday, 11 December 2009
BEZ KLIMY




Raz pierwszy i jedyny spróbowaliśmy w nocy rozsunąć zamek wejściowy do naszej alkowy i wnet z naszej otwartości skorzystał niezaznajomiony widać z zasadami sawuar wiwru wybitnych gabarytów ośmionożny z rodziny śmiałych spajderowatych. Wizja obudzenia się w kokonach (każdy oglądał chyba OBCY dwójke) instynktownie postawiła nas w sytuacji altruistycznej - oddaliśmy karakonowi nasze m2. Zdrowy rozsądek jednak czujnie z ukrycia wyszedł z propozycją pokojowej negocjacji. Więc pertraktowałem z nim tak sobie. Musiałem zrobić chyba jakąś mine bo on zdecydowanie popisał sie brawurowym metrowym skokiem przez próg.
Szczelnie więc zapinaj rozporek i mocz sie regularnie.
My tak robimy.
WELCOME TO THE JUNGLE


Dotarliśmy za namową poręcznego przewodnika do Kuala Tahan - centrum dowodzenia osławionego 130to milionletniego lasu tropikalnego nie tkniętego jeszcze ludzkim pazurem wszechmogącym. Pradawny busz reklamowany jako siedlisko tapira, skorpiona, termita, kermita, jaszczura, tarantula, słonia, krogulca, tygrysa szczerbatego, szczura o nadludzkim wyrazie twarzy okazuje sie parkiem krajobrazowym ze snującymi się poń samotnymi badaczami i wysokodecybelowymi wycieczkami autokarowymi. Mozna spotkać tu również mrówke przepasioną (niewątpliwie przez turystów tuczoną), coś na kształt pochlapanego farbą wróbla, niewidomego gacka i placka ponoć słońskiego na którego natknęliśmy się wraz z odciskami kopyt tegoż lecz równie dobrze mógł to być stempel rzezbiony w ziemniaku tropikalnym. Co do odchodów, moge przysiąc, że cały wóz ekskrementów mijalismy wczoraj jadąc do wioski(importują chyba z zoo z kuala lumpur). Idąc wyrąbaną maczetą przez dżungle ścieżką dają się słyszeć w prawdzie odległe pohukiwania, mruki czy stękanie lecz śmiem twierdzić, że dzwięk niesie się z ukrytych skrytych tanich głośników. Sam osobiście, ażeby zobrazować wyobrażenia o dzikim, drapieżnym, rozhukanym życiu w puszczy zamontowałbym zjeżdzające lianą, wysuwające się zza baobaba czy wyskakujące z kiści bananowca plansze z podobizną dziczyzny lub insekta tuz przed nosami odkrywców. Mozna by też rzucać nabytymi uprzednio jajkami niespodziankami w dajmy na to takiego borsuka żeby usłyszeć jak w głuszy buszu on kuka. Po godzinie szwędania się trafiliśmy na wioske tubylców NATIVE PEOPLE. Buszmeni zajęci akurat byli paleniem zielska czy kory(zwą to dżangle medicin cigarets) i wyglądało na to ze ich tu nie ma. Brudna niewiasta wyjrzawszy z szałasu beknęła na mnie a drugą, która przyszła zabrać małego kocmoucha bawiącego w popiele u stóp naszych przekonały do strzelenia sobie z nią fotki zadrukowane papierki. Okazało się pózniej, że tutejsi pozbawieni są praw do polowań i uprawy zielepuchy a wioska pełni role skansenu. Park Rangersi (za kase zarobioną z turystów) dowożą im żarcie łodzią. Leżą więc i lulki palą.
Wednesday, 9 December 2009
O TA KO PO CHINSKU





robimy wycieczke łodzią na chinską wyspe-wioske zbudowaną na palach. Sporo turysty a mało treści żołądkowej. Ciekawe może to, zże bogobojni chinole na wprost wejscia do chaty mają spowodowane prawdopodobnie przez groze zagłady ołtarze o sile przepychu w zależnosci od zamożnosci. A w bliskiej ołtarza obecnosci telewizor włączony kwieciem przystrojony...