Thursday, 14 August 2008

16.ODESSA










za 10 rubli mozna przespac sie na klawiaturze. mnie udalo sie wygrac walke ze zmeczeniem i czajacym sie w przerwie miedzy kazda mysla snem. aktualizuje bloga i serfuje. tu dowiadujemy sie, ze wlasnie rozpoczela sie olimpiada w pekinie i wojna w gruzji.
TYMCZASEM
odessa kipi zyciem cala noc a rozlane alkohole o 6 rano z chodnikow zmywaja sprzatacze dlugimi na kilkadziesiat metrow wezami. przypomina nam to japonski codzienny rytual polewania woda chodnikow przed sklepami co jest rownoznaczne z ich otwarciem.
NIECO POTEM
lato na 100%. rozbijamy namiot na plazy.TU zrobimy sobie WAKACJE!
lecz trwaly one bardzo krotko. nastepnego dnia wraz ze wschodem slonca na naszej plazy pojawia sie woz ratownictwa i nurkowie. najgorsze z naszych przypuszczan sprawdzilo sie. lament rodziny. tragedia. smutek i zal, ktory nas ogarna nie pozwolil nam zostac tam dluzej.

15. KISZYNIOW I TERESPOL






























miasto kantorow. nie wiem , nie dowiadowalem sie, ale mam wrazenie jakoby moldawianie kiszynowscy wyplaty dostawali w euro . zreszta ceny na bilbordach czy w gazetach sa w euro. stoimy w kolejce do kantoru i zastanawiamy sie na jaka walute funciaki wymienic , w koncu w sklepie czy w kiosku placi sie moldawskimi leu. ale juz nocleg w hostelu znowu w euro. obserwuje jak kolejni klienci wymieniaja znaczne kwoty euro na moldawskie leu . skad oni biora te euro ?

miasto jak wyciete z mapy zachodu . eksluzywne auta parkuja pod posz restaurantami, panienki wprost z kosmopolitana czy vouka. z kiosku zwyczajnie patrzy na nas angelina dzoli i brat pit.

ano metropolie tego swiata maja wspolny mianownik : sa na czasie . kiszyniow nie stara sie wejsc do uni europejskiej - ono juz tam jest , podczas gdy reszta polnocnej moldawi zyje jeszcze wspomnieniami wielkiego sojuzu.

panie w informacji autobusowej oszukaly nas najmilej jak potrafily twierdzac ze nic nie jezdzi do tiraspola. a chodzilo im o to bysmy wogole tam nie jechali , bo nas okradna , bo tam nic nie ma .
ostatecznie sami znalezlismy 100 autobusow.
celnicy na granicy sami upomnieli sie o prezenty, padla nawet suma - 100 euro ale ostatecznie 10 dolcow ubylo z naszej kieszeni. nie wypadalo nam zatrzymywac pelnego autokaru z powodu tak blachego myta.

w tiraspolu zapytany o droge do centrum olek mowi , ze nie widzial tu jeszcze nigdy polakow , ze pracowal na stoczni gdanskiej i ze natychmiast sie nami zaopiekuje. co tez czyni. chwile pozniej jemy u jego babki zalewajke a on mimo ze ma zone pokazuje nam zdjecia swojej pieknej kochanki . bacie akurat wizytuje masazystka tak ze prawie jej nie widzimy bo obie panie zamykaja sie w pokoju obok. zaraz potem siedzimy juz pod parasolka przed sklepem pijac piwo a ulica maszeruje czerwony wiec. tam i siam powiewaja flagi ruskie, tu i owdzie z gory spoglada cze gewara. podslyszelismy cos o amerykanskim imperializmie ale pytany olek nie potrafil wytlumaczyc o co im wszystkim chodzi, bo polityke mial w d....mnie tam wsio rawno-skwitowal. pracuje w odessie, marzy o londynie. gdy bierze siarczystego lyka w tle za nim widze mlodszych od niego o rownie zdecydowanej lecz w opozycji do niego postawie z przepaskami i sztandarami ''MLODA ENERGIA''

wyjezdzamy jeszcze tego wieczora. nie dane nam bylo z wyjatkiem goscinnosci vitalika i olka zaznac kultury tego podzielonego na pol kraju. z okien pociagow i autobusow wydawal nam on sie pusty i plaski, zbyt zwyczajny by wyskoczyc w biegu.

teoretycznie najbiedniejszy kraj europy przekroczyl wielokrotnie nasz przeznaczony nan budzet.

14. CYGANIE




SOROKI -cyganska stolica na swiat caly dzis swieci tylko rezydencjami- w stanie surowym, z czarnymi oczodolami, budowanymi metr za ich starymi domami ichnimi palacami. ze srebrnymi okapami, greckimi kolumnami, kutymi bramami, niezliczonymi komnatami ,kretymi schodami ,lukami ,lwami , wiezyczkami, wykuszami.
a co stalo sie z cyganami ? "a ani do ruskich pajechali za dolarami " miejscowi mi skazali.

Saturday, 9 August 2008

13. BALTI I MOCAN VITALIK











gdyby dac mu orez sila pomagalby komu tylko sie da. uparty i upierdliwy dopoki nie oddasz sie w jego rece , nasz dobrodziej - czasu zlodziej - mocan. ladujemy u niego baterie 3 dni kosztujac tutejszej kuchni godnej cara czego kulminacyja byla mamalyga - chleb z kaszy mannej i kukurydziadej ( miekki ze go nitka kroic ) maczany w misie ze smazonym serem bialym z jajcami i /lub /na przemian w tlustej mielonce z cebula i czosnkiem , do tego 2 litry moldowskiego czerwonego wina z kartonu.
co do kultury picia - pije sie duzo najczesciej za czyjes zdrowie :)
piwo przekasza sie suszona ryba a wodke podaje sie z kawa.
mocan prowadza nas po balti , wystarczajaco obszernym placu by pomiescic cala populacje miasta w razie wiecu czy przemowy wodza .dzis mowi do nas 30 -sto metrowa przeceniona stopa damska w szpilce w komplecie z torebka .pijemy kwas chlebowy . ogladamy cerkiew , ktorej wyjatkowosc car nagrodzil wylupieniem oczu artyscie, by nie dokonal podobnie znaczacego dziela ponownie.
mocan uwielbia polske a szczegolnie warke strong. serce ma w oczach a rozum w sercu . dal nam wszystko co mial .

12 gawarisz pa ruski?

ungeni - nasza pierwsza wieksza miescina po tej stronie granicy. NAS uderza bardzo szeroka perspektywa urbanizacji, mnogosc kantorow i wszedobylski jazyk ruski. TUBULCOW najwieksza sensacje wzbudzaja wlosy mojej milosci i moj zolty daszek niechlujny.
tubylec: typ agrokulturysty o interfejsie sycylijskiego maczo noszacy koszule wersacze,oksy armaniego,dziny i podkostkowe w szpic kowbojskie laczki.czekajacy jakby na cos, nierzadko w przykucu w cieniu krzewu.
w wagzalowej restauracyji my pakuszali kaszu z kapusto i popili czajem czornym na cukorze ze slusznego kubka z wlasciwym mu osadem a w magazynie goracy chleb calkiem polski i skora jego krucha cha chaaa WSJO CHARASZO! BUDJET CHWACJET! NASZ CZALAWIEK SZCZASLIWYJ.

POJEZD DO BALTI
pociag i w nim czarny rynek ruszaja jednoczesnie.babuszki oferuja papierosy,cukierki,chrupki kukurydziane i najbardziej chodliwy towar - pestki slonecznikowe.wiekszosc pasazerow to stali klienci, niektore tranzakcje przeprowadzane sa bezgotowkowo - na zeszyt.wtem!kobieta wars! wars wita was? - nie! my witamy wars! prawie jak w intercity tyle ze warsowa dzwiga wszystko na sobie; dropsy,batony,husteczki, piwo i jakiestam.chlopy rzna w karty az kurz leci.goraco jak w hucie bo okna otwarte w celu wentylacji. ruch powietrza wymieniajac konsekwentnie zaduch na swiezsze powietrze powoduje rowniez tarcie czasteczek elementarnych...konduktor w przejsciu miedzy wagonami segreguje dziengi z beztowarowej sprzedazy biletow.za oknem uprawy ryzu,chinczycy, pliszki i jakies jeszcze tropikalne bestie popowodziowe mijane z predkoscia podobna do jazdy naszym rowerem. zdecydowanie za goraco.w bucie topi mi sie ser z przemytu.nic juz nie widze,pot zalewa oczy,za oknem czarna plama...
 

Friday, 8 August 2008

11 REPUBLIKA MOLDAWSKA - gawarisz pa ruski?





10. IASI- BANKSI JEST PRZED NAMI?










hostel do ktorego skierowalo nas przeznaczenie  polozony na jednym z siedmiu wzgorz skladajacych sie na topografie miasta zwiazanych siecia tramwajowa o charakterze rollercostera byl typem budynku wewnatrz kruzgankowego z centralnie ulokowana klatka schodowa z wylotem w samo niebo na ktorej poreczach panowal styl horror vacui  czyli lek przed wolna przestrzenia spowodowany przez wiszace nan wszelkie sorty suszacej sie materii a co za tym idzie panowala tu atmosfera polmrocznej i cichej od zgielku ulicy oazy i choc pokoj przydzielony nam nie mial  okna poglebiajac jeszcze atmosfere do 100 % nie przyszlo nam do glowy zapytac o inny gdyz w zamiarze mielismy wziac tylko prysznic w czasie ktorego planowalismy wyprac conieco i jak sie pozniej okazalo poglebic mrok mrocznej klatki schodowej dowieszajac nasze  wykorzystujac akrobatyke wieszakow i tworzac tymsamym rzezbe kinetyczna podatna na ruch kazdy do czasu de-montazu  tejze poprzedzonego naszym jednak dwu-dniowym pobytem podczas ktorego udalo nam sie poznac wedrowna interaktywna trupe kuglarzy bez wozu z polski , giowaniego rumunskiego afro europejczyka ,  zwyczajnego geja ktory potem obrazil sie na niewiadomoco i nawiedzonego gabriela o emocjach siegajacych zenitu bez  widocznych spadkow formy.
recepcja bez dodatkowej oplaty oferuje pilota do telewizora ktory spelnia funkcje okna a w nocy zaglusza monotonna rytmike klubu nocnego zza sciany.

Thursday, 7 August 2008

9 BUKOWINA








wczoraj karpaty a dzisiaj tarapaty. nie nasze- wiosek dotknietych powodzia. nas moczy z nieba skwar ; slonce na plotach suszy dywany i o chaty oparte tapczany. bida az zal sciska . patrzymy na serca domow- domow pozbawionych scian-porwanych przez potege natury.mijamy lasy lezacej kukurydzy. w goracych jeziorach , ktorych nie znaja mapy, dzieciaki znajduja rozrywke.
a tymczasem... wszyscy rolnicy jak jeden maz ruszyli na zbiory . na polnych drogach ruch jak na autostradzie. w polskiej wiosce jemy jarzynowa ze smietana a z glosnikow leci przytupaniec na cala pare i cala wioske. muzyka sfoboda!!!! i piwo kawowe !!
dalej to juz tylko wioski widma . zapewne z powodu oszczednosci cieple lodowki a co za tym idzie cieple napoje, a moze zeby zapewnic wrazenie chlodu sprzedawcy siedza w ciemnych sklepach .
a przeglad techniczny naszych rowerow przeprowadzil mechanik samochodowy z 35 letnia praktyka :)